RSS
 

Stadiony!

16 cze

Ach, niedawno czekała na mnie w skrzynce cudowna niespodzianka z Ukrainy – pocztówka przedstawiająca Stadion Olimpijski w Kijowie. I co tam, że już jeden taki kiedyś dostałam – stadionowa kartka piechotą nie chodzi!

Stadion Olimpijski w Kijowie

Jak zapewne wszystkim wiadomo, odbywał się tutaj finałowy mecz Euro 2012 pomiędzy Hiszpanią i Włochami, niestety przegrany przez tych drugich. Piszę „niestety”, bowiem (wyjątkowo) nie jestem fanką hiszpańskiego stylu gry. Brak w nim jakiejś takiej fantazji, zabawy – wszystko wygląda zbyt mechanicznie jak dla mnie. Jeśli chodzi o Włochów, to zawsze co prawda śmieszyła mnie ich wyćwiczona do perfekcji symulacja, ale za to mają w składzie Buffona oraz Pirlo, a ci dwaj to czysta poezja, jeśli chodzi o grę.

Piłka nożna zresztą to kolejna z moich wielkich pasji. Sama najchętniej wyskoczyłabym w tej chwili na boisko, niestety w mojej okolicy brakuje na to składu  :-(Pozostaje mi więc śledzić rozgrywki w telewizji. Obecnie sezon ligowy już się zakończył, czas więc na rozgrywki reprezentacyjne. Na razie trwa Puchar Konfederacji i sama nie wiem, komu kibicować. Z jednej strony chętnie zobaczyłabym jako zwycięzców Włochów, bądź Urugwaj, jednak nigdy jeszcze nie zdażyło się tak, by zwycięzca owego Pucharu został następnym Mistrzem Świata, więc może by tak Hiszpania jednak? :twisted:

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Ukraina

 

Kle-kle boćku, kle-kle

16 cze

Pozostając w temacie sielankowych krajobrazów, chciałabym zaprezentować kolejną pocztówkę, którą otrzymałam w tym tygodniu od Asialli w ramach oferuję tagu.

pejzaż z bocianemGórski widoczek był typowo szwajcarski, ten zaś od razu przywodzi na myśl polskie krajobrazy. W końcu bocian, to ich nieodłączny element. Ów ptak zresztą często pojawia się w wierszach dla dzieci,  bo któż nie lubi czerwononogiego smakosza żab? Pisał o nim Brzechwa, pisały Maria Konopnicka, czy Ewa Szelburg-Zarembina, ale i tak najlepiej kojarzy mi się bociania piosenka  ;-)

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Polska, Widokówki

 

Szwajcarskie Niemcy, czy niemiecka Szwajcaria?

16 cze

Jedną z moich nowych pocztówek w tym tygodniu jest Szwajcaria – widok na górę Pilatus z Sachseln.

Widok na górę Pilatus z Sachseln

I wszystko byłoby fajnie, gdyby nie to, że kartka została wysłana od użytkowniczki z Niemiec  :-? Przyznam, że nie potrafię czegoś takiego zrozumieć, właśnie w przypadku widokówek (bo inne to tam pal licho) i nawet najpiękniejsza taka kartka mnie mniej cieszy… Tak, wybrzydzam ale cóż – nikt nie jest idealny i nie mam zamiaru się kryć z tym, co mi się nie podoba ;p

Jednakże widoczek naprawdę wspaniały – taki sielski, który idealnie kojarzy (mi) się ze Szwajcarią. Kiedyś nawet miałam sen o tym kraju i widoki w nim były podobne. Chyba za dużo się naczytałam „Heidi” Johanny Spyri.

Heidi Historia dziewczynki podrzuconej dziadkowi i wychowywanej wśród gór, idealnie pasuje do takich obrazów, jak ten na kartce. Sama chętnie odkryłabym takiego krewniaka (dziadka, nie wnuczkę oczywiście). I chociaż świadoma jestem potencjalnych problemów aklimatyzacyjnych, to zniosłabym wszystko, byleby móc mieszkać w takim otoczeniu. Bo czyż góry to nie najpiękniejsze i najbardziej tajemnicze cuda świata? Za każdym razem, gdy w nich przebywam, odkrywam coś nowego, a przecież jeżdżę tam zaledwie kilka razy do roku, nie mam więc możliwości zbadać ich dogłębniej. A Heidi jak najbardziej mogła  8-)

 

 

 

 

 

 

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Szwajcaria

 

Laleczki kokeshi

11 cze

Tak słodziutkiej karteczki dawno nie widziałam. I pozostaje mi tylko zazdrościć Idaadi (od której otrzymałam karteczkę) jej zdolności szydełkowania, skoro zamierza stworzyć dla siebie takie cudo <3 A sami zobaczcie, że jest czego zazdrościć, choć uczucie mało chwalebne, to nie da się go powstrzymać ot tak na widok pięknych laleczek

Laleczki kokeshi

Postacie zaś jak żywcem wyjęte z „Dziwnej historii o upiorach z latarnią w kształcie piwonii” Enchō Sanyūtei, która to książka należy do kategorii tzw. kaidan, czyli japońskich opowieści grozy. Świetne połączenie motywów fantastycznych z pogranicza snu i jawy z ciekawie odmalowanymi tradycjami dawnej Japonii, sprawiają, że dla miłośników kultury japońskiej jest to coś na kształt pozycji obowiązkowej (choć szczerze staram się unikać tego terminu).

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Inne

 

Holandia wśród wież

11 cze

Cóż… postanowiłam powrócić do wysyłania oficjalnych kartek, zatem na starcie powitała mnie Holandia  8-) Przedstawia ona „Grote Kerk” (The Great Church), budynek kościoła zlokalizowany na Starym Rynku w Enschede. Obecnie nadal udziela się w nim ślubów, jednak poza tym jest częścią Teatru Miejskiego Enschede, gdzie wykonywana jest część przedstawień. Generalnie rzecz biorąc – służy dobru kulturalnemu miasta.

Enschede Grote Kerk

Patrząc na zdjęcie widzimy jedynie dość nieszkodliwy budynek, a i sposób jego użytkowania w żaden sposób nie mogą mu przydać romantycznej aury tajemniczości, towarzyszącej często takim zabudowaniom. A jednak musi mieć coś w sobie, bo czyż inaczej tak łatwo skojarzyłby mi się z „Diabłem na wieży” Anny Kańtoch.

Diabeł na wieży

 

 

Nie da się ukryć, że ten niezwykły zbiór opowiadań utalentowanej pisarki z Katowic, podobny do klasycznych opowieści grozy tak pod względem tematyki jak i konstrukcji, łatwo rozpala wyobraźnię czytelnika. A zatem konkluzja jest łatwa do wywnioskowania – w wieży z Enschede na pewno coś musi siedzieć, a jej pozorna niewinność jest tylko płaszczykiem dla współczesnych niedowiarków. I tylko czekać, aż zjawi się jaki Domenic Jordan, by zbadać jej tajemnice…

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Holandia

 

Kotovasiya złodziejska

11 cze

 

Kotovasiya złodziejska

A zatem przybyła – kolejna Kotovasiya wreszcie dołączyła do mojej kolekcji, a to w ramach wishlistowego tagu z oficjalnego forum. Jak wiadomo każda społeczność ma swoje cienie i blaski. I owe „cienie” właśnie są tematem powyższej pocztówki. Można tylko zgadywać jaki jest cel kocio-mysiej bandy, ale jedno jest pewne – nie będzie to nic dobrego!

A skoro kot może być sprawcą włamania, to kot może również pomoć w rozwiązaniu spraw natury kryminalnej. A za wzór niech posłuży choćby Koko z serii „Kot, który…” autorstwa Lilian Jackson Braun. W powieściach kryminalnych zazwyczaj mamy do czynienia bądź to z mrukliwym/ekscentryczym (niepotrzebne skreślić) inspektorem, bądź równie niesamowitym pod względem charakteru detektywem (amatorem lub profesjonalistą). Ale Koko zdecydowanie musi zawstydzić ich wszystkich – nie dość, że przy jej czujnych zmysłach przestępcy nie mają szans, to jeszcze jest do tego po prostu sliczna i mechata. Sam ideał^^

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Inne, Kotovasiya

 

Kaori Wakamatsu

09 cze

 

Weekend to niestety strasznie nużący okres bezpocztówkowy. Jak to – mamże się obyć bez listonosza przynoszącego moje małe skarby do skrzynki? I to przez dwa dni?! Ech… trzeba się było przyzwyczaić, ale myślę, że wszyscy postcrosserzy przeżywają to tak samo źle. A może się mylę? Może macie jakiś ciekawy sposób na „przeżycie” owej posuchy? Jeśli tak, to nie ukrywam, że chętnie dowiedziałabym się jaki  ;-)

Ja tymczasem postanowiłam poświęcić weekendowe wpisy na odkrycie przed wami kilku ciekawych pocztówkowych serii. Zapewne każda osoba zarejestrowana na PC zwróciła uwagę, że pewne kartki cechują się podobną tematyką i nie sposób zauważyć, że coś je musi łączyć. Nierzadko jednak ciężko jest dotrzeć do źródła tych, które najbardziej zapierają nam dech w piersiach. A przynajmniej ja mam nieraz problemy ze zidentyfikowaniem autora bądź nazwy jakiejś serii. Pomyślałam, że może dobrym pomysłem byłoby podzielenie sie na łamach tego blogu wiedzą na temat znanych mi już kolekcji. Na pierwszy sort poszły więc karteczki zaprojektowane przez Kaori Wakamatsu. Jest to japońska graficzka zajmująca się m.in. projektowaniem ilustracji do różnego rodzaju magazynów. Jej prace wyróżniają się pewnym specyficznym stylem – na pewno nie sposób nie zwrócić uwagi na oczy postaci, a także ich często bardzo oryginalne stroje, w typowo japońskim, nieco mangowym stylu.

Kaori WakamatsuKaori Wakamatsu 2Kaori Wakamatsu dni tygodnia - wtorek

 

Ja zakochałam się w nich bezwarunkowo i do tej pory udało mi się zdobyć kilka takich cudnych pocztówek z jej pracami. Niestety problemem jest w tym wypadku dostępność – pocztówki te co prawda są bardzo powszechne w japońskich sklepach, niestety jednak praktycznie tylko w nich. Poza granicami tego kraju raczej trudno je zdobyć – do tej pory spotkałam się jedynie z wysyłającymi je Japończykami :-(Ale nie tracę nadziei i powoli powoli moja kolekcja zapełnia się  8-)

Co ciekawe pocztówki tej artystki są też podzielone na pewne serie. Właściwie nie sposób znaleźć takiej, która nie miałaby kilku innych, pokrewnych jej tematycznie. Za przykład może posłużyć seria „karciana” (nie wiem jaka jest jest oficjalna nazwa, bowiem kartki nie zawierają jej opisu):

Kaori Wakamatsu - karty     Kaori Wakamatsu - karty 3      Kaori Wakamatsu karty 4    Kaori Wakamatsu karty 2

Mam nadzieję, że karteczki wam również się spodobają, tak samo jak mnie^^

Tym razem jednak postanowiłam zrezygnować z części książkowej, bo o japońskich książkach wiem niestety zbyt mało – do tej pory udało mi się przeczytać zaledwie kilka (wliczając to oczywiście Murakami Harukiego), ale żadna jakoś mi tutaj nie spasowała… Zresztą z uwagi na wasze oczy, na tym zakończę chyba dzisiejszy wpis – zapraszam do podziwiania karteczek i (być może) do zabawy w wyszukiwanie ich w postcrossingowej galerii  ;-)

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Inne, Kaori Wakamatsu

 

Cieszyńskie cuda

07 cze

Dzisiaj zawitała do mnie ostatnia karteczka z wymiany od Asialli. Na przykładzie seri tych pocztówek  idealnie sprawdza się powiedzenie: „jak się chce, to się da”, zostały one bowiem wydane przez Wydział Promocji i Informacji Urzędu Miasta Cieszyn. Wpierw natknęłam się na nie w ramach akcji ankietowej przeprowadzanej właśnie przez Urząd Miasta – za każdą wypełnioną ankietę (dotyczącą kwestii rozwoju kulturalnego Cieszyna), złożoną w Informacji Turystycznej, dostawało się jeden komplecik. Wraz z koleżankami uruchomiłyśmy podziemie do wypełniania i zgarnęłyśmy po kilka zestawów. Jakiś czas później moja siostra napisała maila do Urzędu z zapytaniem o darmowe pocztówki mogące posłużyć do promocji miasta w ramach projektu Postcrossing. Jakaż czekała nas niespodzianka, kiedy w odpowiedzi dostałyśmy pękatą kopertę pełną obu zestawów, zawierającą łącznie… 472 pocztówki  8-O

Kartka przedstawia Studnię Trzech Braci, jeden z symboli miasta. Sam zabytek, zlokalizowany niby w centrum, acz nadal w ukryciu, jest dość niepozorny – bez wiedzy, bądź przewodnika raczej się go pominie przy zwiedzaniu. A przynajmniej ja dość długo opierałam się jego kuszącym wdziękom, by dopiero na 4 roku studiów zawitać przed jego oblicze  :-P

Studnia Trzech Braci w Cieszynie

 

Studnia co prawda nie ma zbyt przerażającego wyglądu, ale już z samej swej natury nie sposób nie skojarzyć jej z postacią Sadako. A skoro już o horrorach mowa, pierwszym nazwiskiem, które przychodzi mi na myśl, jest oczywiście… Graham Masterton. Jego mrożące krew w żyłach opowieści, przesiąkniętę nieraz wspaniałymi nawiązaniami folklorystycznymi, stanowiły cudownie straszną podstawę literatury mego wieku nastoletniego.

Studnie PiekiełWśród nich znajduje się także książka o wdziecznym tytule Studnie piekieł, chyba najlepiej pasująca do tematyki mojej dzisiejszej pocztówki  8-) Na wszelki wypadek wypadałoby wnikliwie badać, czy w cieszyńskiej studni nie pojawi się kiedy żółtozielonkawa woda o dziwnym zapachu.

Osobiście muszę przyznać, iż nie jest to moja ulubiona pozycja z szeregu intrygujących powieści Mastertona. Nie poruszyła ona aż tak mojej wyobraźni, pewnie też dlatego poszła raczej w zapomnienie. Do dzisiaj za to przejmuje mnie lęk, gdy słysze skrzypiącą huśtawkę, jakby żywcem wyjętą z Wyklętego, na basenie obawiam się, czy spod wody nie wypłynie mi czasem Syrena, a kiedy w domu zatrzeszczy jakaś deska w podłodze, wolę sobie nie przypominać o Walhalli. Możliwe, że nie było to najlepsze dla dziecka zaczytywanie się w takich książkach, ale co tam – tajemniczy świat Mastertona pochłąnął mnie całkowicie i nie zamieniłabym go na żaden inny, nawet mniej niebezpieczny.

 

 

 

 

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Polska, Widokówki

 

Nawiedzony… zamek

06 cze

 

Zamek Kazimierzowski w Przemyślu

Tym razem przedstawiam Zamek Kazimierzowski w Przemyślu, który wysłała do mnie edtta w ramach wymiany forumowej. Bez bicia przyznaję, że nigdy w nim nie byłam, a nawet do Przmyśla nie udało mi się jeszcze zawitać. Ale za to prezentuje się on nad wyraz zgrabnie. Taki śliczny mały zameczek z niego  :mrgreen:

I właśnie w takim powinny straszyć duchy. Po prostu aż się prosi o nadnaturalne zjawiska wokół niego. Choć oczywiście niekoniecznie musiałyby być takie tajemnicze i niewyjaśnione. Patrząc na niego zresztą jak żywo staje mi przed oczyma sceneria do „Nieasamowitego dworu” z cyklu o Panu Samochodziku. Ani to Łódź, ani Piotrków Trybunalski, ale czemu by nie? Aż się prosi o jakąś ciekawą zagadkę, najlepiej jeszcze rozwiązywaną przez naszego polskiego Indianę Jonesa  ;-)

 

 

 

 

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Polska

 

Kotovasiya prezentowa

04 cze

Kolejna śliczniutka Kotovasiya dołączyła dzisiaj do mojej kolekcji. Patrząc na tę kartkę nie mogę się przestać cieszyć – ta seria jest po prostu strasznie zabawna. Kocio-mysia społeczność rządzi! Jest to jedna z niewielu serii, przez które przełamałam moje „tylko-widokówkowe” nastawienie.

Kotovasiya "The Street"

 

Pocztówki zbieram od dziecka i zawsze były to tylko widokówki – dzięki nim chciałam zobaczyć kawałek świata i schować go u siebie w pudełku. Oczywiście, gdy zapisałam się na PC liczyłam właśnie na możliwość otrzymywania kartek przedstawiających widoczki z innych państw, do których wcześniej nie miałam prawie dostępu. Ale to się po prostu nie da – zbyt wiele jest przepięknych pocztówek wszelakiego rodzaju, by ograniczyć się tylko do jednych. I właśnie Kotovasiya do takich należy ;-) Swoją drogą jest to ten rodzaj kartek, które kojarzą się z jednym krajem – Kotovasiya to  seria rosyjska i głównie z Rosji można ją dostać. To także dodaje jej swoistego uroku według mnie.

O kotach książek postało łohohohoho i jeszcze trochę. Nie ma co się dziwić – w końcu koty to najwspanialsze, najmądrzejsze i w ogóle pod każdym względem najlepsze stworzenia na świecie (hm… czuję wlepione we mnie czujne spojrzenia mojej kociej czwórki – cenzura musi być). Od razu przychodzą mi do głowy książki Pratchetta „Maurycy i jego uczone szczury”, czy „Kot w stanie czystym”, zwłaszcza, że pod względem humoru pasują tu znakomicie. Aczkolwiek moją ulubioną książką jest i zawsze pozostanie „Przygody Filonka Bezogonka”, którą przeczytałam prawie że najwięcej razy (ustępują jej jedynie „Dzieci z Bullerbyn”) – do dziś pamiętam jak smutno mi było za każdym razem, kiedy złe kociska wyśmiewały się z braku ogona u Filonka. Takie śliczne historie po prostu nigdy się nie starzeją, a że każdy z nas ma w sobie coś z dziecka, to myślę, że warto sobie czasem przypomnieć dziecięce lektury.

 

 

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Inne, Kotovasiya